Tiny House, czyli domek dla minimalistów

Tiny House, czyli domek dla minimalistów

Czym jest „Tiny House”, a w zasadzie „Tiny House Movement”? Rozszyfrujmy najpierw angielskie słowa:
„tiny” = malutki, „house” = dom – co daje nam po prostu „domek”, a
„movement” = ruch (dosłownie i w przenośni). Zatem jest to „Ruch Domków” lub „Ruch Domeczków”, coś jak np. ruch hippisowski, polityczny itd. Jednak to brzmi bardzo kiepsko. „Ruch domeczków”? Yyy 😐
Dopóki nie wymyślę czegoś lepszego niż „Tajni.a[cze]k” pozostanę przy tej polskiej nazwie lub po prostu przy „tiny house”. I już.

O co w tym wszystkim chodzi? Generalnie o to, żeby móc mieszkać we własnym domu i nie zaciągać kredytu, na który nas nie stać. Można też dorzucić takie hasła, jak „wolność”, „niezależność”. Czy jest tak w istocie zdecydujecie sami po przeczytaniu tego artykułu 🙂

I choć oficjalnie Jay Shafer jest pionierem ruchu „na kółkach” to niestety (niestety dla Jay’a 🙂 ) moim nieskromnym zdaniem absolutnym Kopernikiem był jednak nasz ziomek, Michał Drzymała. Ale do tego za moment.

Tiny House, a polskie prawo budowlane

Cytując art. 4 polskiego Prawa Budowlanego (PB) „każdy ma prawo zabudowy nieruchomości gruntowej, jeżeli wykaże prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, pod warunkiem zgodności zamierzenia budowlanego z przepisami”.

W polskich przepisach nie ma (jeszcze?) zapisów odnoszących się konkretnie do domów mieszkalnych o małej powierzchni. Uważam, że nie ma potrzeby ich wprowadzania, ponieważ istniejące regulacje nie stoją na przeszkodzie w realizacji indywidualnych potrzeb. Trzeba jedynie ustalić, jak chcemy korzystać z naszego Tiny House. Dlaczego? Ponieważ w polskim prawie budowlanym, jakkolwiek zawiłym, m.in. właśnie domy mieszkalne jednorodzinne mają nieco „lżejsze” regulacje, np. przeciwpożarowe, i w zasadzie każdy znajdzie coś dla siebie. Mam na myśli to, że można wybudować dom tzw. całoroczny o powierzchni np. 24 m2 i organ administracji architektoniczno-budowlanej nie ma nic do tego. Oczywiście jeśli miejscowy plan lub warunki zabudowy wskazują, że na naszej działce może powstać ten konkretny TYP budynku. I tu małe zastrzeżenie: nie spotkałam się z miejscowym planem, albo warunkami zabudowy, które narzucają minimalną powierzchnię zabudowy. Być może w przyszłości taki zapis powstanie, gdy np. ruch Tiny House rozrośnie się i będzie na tyle widoczny, że w końcu komuś zacznie przeszkadzać. Tak, dobrze przeczytaliście. Niestety dzieje się czasem tak, że interes jednostki stoi w sprzeczności z interesem ogółu i kolokwialnie mówiąc „robi wszystkim dookoła pod górkę”. Moje osobiste podejrzenie jest takie, że wynika to z ludzkiej zawiści lub/i niewiedzy. Ponieważ na pierwsze nie mam wpływu to postanowiłam zająć się tym drugim. I dlatego – między innymi – powstaje ten artykuł, żeby informować i „oswoić”. A jak będzie nie wiem, magiczna kula stłukła mi się w liceum 😉 W każdym razie wszystko w rękach gmin i planistów. I naszych.

Jedziemy dalej, bo teraz najtrudniejsze.

Jest jeden istotny aspekt, który dostrzegam na grupach i w pytaniach Klientów: pozwolenie na budowę vs. zgłoszenie. I uwaga: brak jakichkolwiek „papierów”.

Decydując się na budowę domu (jeszcze nie precyzuję jaki to obiekt, wg definicji ustawowej) mamy trzy opcje:

  • brak papierologii, czyli nic nie zgłaszamy i nie występujemy o pozwolenie [1],
  • zgłoszenie budowy [2, 3, 4*],
  • pozwolenie na budowę [4];

Pierwsza opcja jest obecnie dozwolona jedynie w przypadku, gdy chodzi o altanę działkową na ROD [1]. Rodzinne Ogrody Działkowe. W ustawie o rodzinnych ogrodach działkowych jest podana definicja, dozwolony metraż i wysokość oraz co można odliczyć od powierzchni zabudowy.

Zatem pod kątem prawnym nie jest to dom, a altana działkowa. Prawda jest jednak taka, że przepisy sobie, a ludzkie życie sobie i znane są przypadki całorocznego wykorzystania altanki ROD na cele mieszkalne. Nie jest to legalne, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz 🙂

Teraz nadchodzi zapis o „wolno stojących parterowych budynkach rekreacji indywidualnej rozumianych jako budynki przeznaczone do okresowego wypoczynku o powierzchni do 35 m2, przy czym liczba tych obiektów na działce nie może przekraczać jednego na każde 500 m2 powierzchni działki”.

Mowa tu jest o obiekcie, który nie wymaga pozwolenia na budowę, ale zgłoszenia. Czym jest jednak „okresowy wypoczynek” i „rekreacja indywidualna”? No cóż, jak okresowa, to nie całoroczna, a rekreacja to odpoczynek, zazwyczaj czynny, ale kto uważa oddychanie leżąc w hamaku za coś biernego? Obiecuję już się nie kompromitować podobnymi żartami, ale chyba każdy wie, czym jest tzw. „dacza”? Chodzi tu po prostu o domek letniskowy [2]. Doprecyzuję: czyli też nie o ROD [1], ani o dom mieszkalny [4]. Skutek jest taki, że nie na każdej działce może taki obiekt powstać. Należy sprawdzić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego gminy pod kątem możliwości realizacji takiej budowy. W przypadku braku MPZP należy wystąpić o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. ALE zanim złożycie wniosek zwyczajnie zapytajcie gminę, co robić 🙂 Powiedzą, że można lub nie można tego lub tamtego i pokierują jaki druk trzeba wypełnić.

Jest również zapis o „tymczasowych obiektach budowlanych [3] niepołączonych trwale z gruntem i przewidzianych do rozbiórki lub przeniesienia w inne miejsce – w terminie określonym w zgłoszeniu, ale nie później niż przed upływem 180 dni od dnia rozpoczęcia budowy określonego w zgłoszeniu;” Czyli legendarny „wóz Drzymały”. O ciepło, ciepło, gorąco! Widzicie tę „furtkę”? Nie wnikam, czy co pół roku będziecie zgłaszać organowi administracji architektoniczno-budowlanej nową lokalizację waszego Tiny House on Wheels (Tajni.a[cz]ka na kółkach), ale mam nadzieje, że finał będzie szczęśliwszy niż u Pana Drzymały. I nie myślcie, że o walkę z urzędami mi chodzi! Nic z tych rzeczy! Idzie zawsze o spełnienie marzeń o własnym domu! Proszę, nie traćcie tego z radaru! 🙂

Pozostaje jeszcze jeden obiekt, który nie wymaga pozwolenia, a jedynie zgłoszenia, jest to wolno stojący budynek mieszkalny, którego obszar oddziaływania mieści się w całości na działce, na której został zaprojektowany [4*]. Czym jest „obszar oddziaływania” wyjaśniam w słowniczku.

Pozostaje jeszcze opcja z wystąpieniem z wnioskiem o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę domu [4]. O taką decyzję może też wystąpić inwestor, którego zamierzenie mieści się w całości na własnym terenie, ale wymaga jej np. bank.

Niektóre budowy są jakby „zmuszone” uzyskaniem takiego pozwolenia, np. wtedy, gdy nasza inwestycja (budowa domu) w jakiś sposób wpływa na sąsiada lub „wisi” nad nami cień konserwatora zabytków.

Muszę jeszcze wspomnieć o tym, że oprócz samego prawa budowlanego dotyczy nas również rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, wraz ze zmianami, czyli kolejna trudność, bo nie wszędzie wolno nam stawiać budynek.

Jak widać, polskie prawo budowlane daje kilka możliwości prywatnym inwestorom i tylko od nich zależy, którą drogą iść. Warto też zauważyć, że w większości mowa jest o obiektach z fundamentem i należy podkreślić, że 99% Tiny House’ów znanych np. z USA, Kanady, czy Australii są jednak konstruowane na przyczepach. A tu pojawia się nowa trudność, czyli prawo drogowe.

Oprócz ograniczeń gabarytowych są też wymagania dotyczące ciężaru i uprawnień do prowadzenia takich zespołów pojazdów. Jeśli nie masz czasu, chęci i pieniędzy na kursy i egzaminy, ale posiadasz prawo jazdy kategorii „B” jest też całkiem przyjemna opcja do rozważenia. Możesz zaadaptować samochód typu van. Istotne jest by nie przekroczyć tonażu (max 3,5t), przeprowadzać regularne przeglądy i ogólnie dbać cieszyć się tzw. van life’m 🙂

Dla kogo Tajni.a[cze]k?

Śledząc uważnie filmy dostępne w Internecie można wywnioskować, że Tajni.aczka może mieć każdy. Starzy, młodzi, rodziny, single, bogaci, biedni, zlecający budowę profesjonalistom, budujący samodzielnie, podróżujący, niepodróżujący, ze zwierzakami, bez zwierzaków, w zimnym klimacie, w gorącym klimacie…

Zauważam też kilka absolutnie fantastycznych cech wspólnych:

  • możliwość szybkiej spłaty lub nie zaciągania kredytu na dom,
  • poczucie wolności,
  • samowystarczalność,
  • kreatywność,
  • dyscyplina zakupowa, czyli kupuję, gdy potrzebuję – MINIMALIZM!
  • szybkie przystosowanie,
  • autentyczna radość!

Pozostałe, często wymieniane zalety posiadania Tiny House zależne już od konkretnych upodobań:

  • satysfakcja z samodzielnej budowy lub/ i posiadania własnego domu
  • mniejsze koszty utrzymania – mniejsza powierzchnia do ogrzania itp.,
  • możliwość znacznego oszczędzania pieniędzy, ale też energii i wody np. na ogrzewanie, sprzątanie itp.,
  • możliwość zmiany pracy lub zamianę na zdalną,
  • posiadanie przydomowego ogródka – dostęp do niepryskanych warzyw i owoców jest obecnie bezcenny,
  • bliskość natury, nawet tej miejskiej 🙂
  • przejście z ilości na jakość,
  • możliwość podróżowania, spełniania marzeń;

Żeby nie było tak słodko dodam kilka zauważalnych wad:

  • konieczność najmu lub zakupu terenu pod Tajni.a[cz]ka,
  • koszty życia nie znikają, np. paliwo, odzież, internet, wywóz nieczystości, leki i. in. – to się samo się nie zapłaci,
  • podatki i opłaty za usługi, np. za grunt, przeglądy techniczne, itp.,
  • reżim wentylacyjny, czyli dbanie o świeże powietrze,
  • częstsze sprzątanie,
  • w przypadku domków nie podłączonych do sieci – monitoring i sprawne zarządzanie zasobami wody i energii, a także bieżące usuwanie nieczystości,
  • dbanie o ogródek – gdy się go założy – jest bardzo czasochłonny i wymaga systematyczności, przy okazji ogranicza spontaniczne wypady na wakacje, bo kto odważy się miesiące pracy zostawić bez opieki?
  • obostrzenia prawne w przypadku domków na kółkach (prawo budowlane, prawo drogowe),
  • konieczność posiadania odpowiednich uprawnień do prowadzenia zespołu pojazdów, czyli samochodu ciągnącego dom na kółkach,
  • w przypadku domków podróżników w sezonie turystycznym – utrudniony dostęp do parkingów publicznych, zakaz „dzikiego” parkowania – wyjątkiem mogą być van-domki, ale też nie zawsze (!),
  • konieczność nauki i opanowanie podstawowych czynności serwisowych przy instalacjach, czy po prostu naprawczych.

Moja przygoda z Tiny House

Zjawisko znałam od lat, ale w natłoku bieżących spraw mocno je bagatelizowałam. Jednak chwilę przed wyjazdem do kraju zegarków, gdy podczas rozmowy klient poruszył temat „domów mobilnych” wyświetlił mi się przed oczami kanał na YT „Living Big in a Tiny House„. I choć rozmówcy chodziło o coś troszkę innego, to… ziarno zaczęło kiełkować. Przez pierwsze zimowe wieczory na obcej ziemi chłonęłam filmy dostępne w Internecie. Masowo, jeden za drugim. Po nakarmieniu ciekawości przyszedł czas na… projekt. Projekty. Dziesiątki projektów…

Projekt Tiny House #1, czyli mój polski Tajni.a[cze]k nr 1

Tiny House Tajni.a[cze]k nad brzegiem Siagne we Francji.
Tiny House by her.architecture 🙂

Zależało mi na tym, żeby domek był dobrze zaizolowany, maksymalnie funkcjonalny, z podziałem na strefy. Trochę to śmieszne przy powierzchni 8,5 m2, ale cóż… Chciałam przyzwoitych rozmiarów kuchnię i łazienkę z prysznicem. No i zaczęło się rozkminianie, jeżdżenie sprzętami i meblami… aż w końcu metodą eliminacji powstała wersja satysfakcjonująca (satysF*CKcjonująca jest bardziej odpowiednim sformułowaniem) nr 1. I oto co wyszło:

  • sprzęty AGD dedykowane kamperom są najmniejszymi dostępnymi na rynku, przy okazji mają racjonalnie niski pobór energii,
  • pojawiły się szafki na ścianie w „kuchni” – trudno przeboleję,
  • rezygnując z umywalki w łazience, musiałam znaleźć substytut – postawiłam na mniej wygodną pod prysznicem baterię wannową, czyli taką z wylewką – jednak jej umiejscowienie można dopasować na etapie budowy i wybrać najbardziej dogodne miejsce montażu,
  • łazieneczka musi mieć okno, żeby pomóc wentylacji w szybkim usuwaniu pary wodnej,
  • strop (stropik :P) musi mieć dziury, żeby materac na antresoli miał przewiew, przy czym w łazience tych dziur z oczywistych względów unikamy 😉
  • w ścianach chowamy opuszczane stoliczki wielofunkcyjne – czyli raz na nich jemy, a innym razem trzymamy na nich komputer 🙂
  • naturalnie pod „kanapami” w salonie – LOL – są szuflady/szafki na szpargały oraz stelaż pod „łóżko gościnne”, a powyżej nich
  • dość masywna szafka na odzież (mieszczące wyprasowane koszule, to był moment, kiedy Her. Mąż poddawał się rygorowi noszenia prasulców),
  • kominek – wstawiłam i mam zgrzyt do dzisiaj, bo po pierwsze moc nawet najmniejszego urządzenia jest za silna na tak maleńkie kubatury i łatwo o przegrzanie (bardzo trafne z ang. słowo „toasted”), po drugie zajmują sporo cennego miejsca, po trzecie taka tradycyjna koza nagrzewa się sama i trzeba uważać, wreszcie po czwarte należy wykładać wszystko dookoła niepalnymi materiałami, a do tego,
  • ja-geniusz, wymyśliłam, że spaliny wyrzucę przez ścianę, więc o rurę nikt się nie poparzy, a schody zrobi się ażurowe, drewniane bez lakierów i innej chemii,
  • mamy też kilka małych gadżetów – chowane pod bieg 2 pierwsze stopnie, a kolejne 3, 4, 5, i 6-ty mogą być skrytkami na niewrażliwe na ciepło drobiazgi, jak np. papier, torby materiałowe lub… skarpety, czy majtasy 🙂

Co sądzicie? Chcielibyście wypróbować taki domek? Czy jednak klaustrofobia murowana (nomen omen :P)!? 😀

Projekt Tiny House #2, czyli mój polski Tajni.a[cze]k nr 2

Po zakończonym projekcie numer jeden, zmęczona, ale w sumie zadowolona… wstałam od biurka. I jak wstałam tak stęknęłam. „Och, starość”. Po tylu godzinach przy biurku i po nagłej zmianie pozycji coś mnie zabolało. I zdałam sobie sprawę, że przecież Tiny House niczym nie różni się od zwykłego domku i powinnam przećwiczyć „parterowy” układ Tajni.a[cz]ka. I tak powstała kolejna wersja:

Rzut Tiny House #2: pomiędzy sypialnią a częścią dzienną znajduje się łazienka z wanną i szafką kryjącą mobilną toaletą kompostującą i półkami na chemię lub ubrania.

Tę wersję można swobodnie modyfikować w obszarze łazienki i sypialni. Pierwszą opcją, prezentowaną na powyższym rzucie, jest posiadanie wanny i przenośnej toalety kompostującej. Jest to opcja dla tych, którzy tylko awaryjnie korzystają z sanitariatów. W tej opcji, przy założeniu, że ustęp jest fabrycznie szczelny i utrzymany w czystości można zamontować szafę na ubrania powyżej skrytki na kibelek.

Opcją drugą może być całkowite wydzielenie łazienki z toaletą montowaną na stałe. W tej wersji szafa ubraniowa po prostu znajdzie się w części nocnej, montowana do ściany bez okna z zachowaniem odpowiedniego miejsca powyżej nóg śpiących mieszkańców.

Cechą, która wyróżnia tę wersję jest praktycznie jeden węzeł sanitarny, tj. bateria kuchenna i prysznicowa pobiera wodę z jednego źródła. Ułatwia to zarówno budowę, jak i późniejszą konserwację, gdyż wszystkie instalacje są w szafce, która oznaczona jest jako „utility room”, czyli „pomieszczenie gospodarcze”. Jest to też miejsce, gdzie znajdują się wszystkie akumulatory, konwertery i inne sterowniki, a także skrzynka z narzędziami itp. Dodatkowo jest dostęp z zewnątrz domku, jak i od wewnątrz, zatem nie ma możliwości, żeby jakiś zakamarek nie był wykorzystany.

W szafce pomiędzy aneksem, a prysznicem/wanną ukryte są wszystkie instalacje i podgrzewacz wody;

Pod skrytką na toaletę jest też dostępny z zewnątrz wentylowany od spodu schowek na buty, namiot, koce czy inne akcesoria, które możemy wykorzystać na dworze, czy tarasie. Jest to takie miejsce, gdzie bez wyrzutów sumienia można wrzucić wszystko to co jest aktualnie zabłocone lub mokre.

Wydaje mi się, że dość funkcjonalnym rozwiązaniem jest też zaprojektowany garaż dla mobilnej kanapy. Ulokowany/-a jest on/ona w części środkowej pod łazienką i łóżkiem w sypialni:

Część dzienna jest ze wszystkich trzech stron naturalnie doświetlona. Ponieważ osobiście lubię patrzeć co dzieje się za oknem to i aneks kuchenny wyposażyłam w ten element.

Niewielkie okno w kuchni daje nowoczesny charakter wnętrzu, ale też doświetla blat roboczy w ciągu dnia i zdecydowanie poprawia uczucie przenikania świata zewnętrznego do środka.

Dodatkowym wyposażeniem mogą być, choć nie muszą, wewnętrzne okiennice, które dodają nieco prywatności, jeśli akurat parkujemy nasz dom np. na polu kempingowym.

Obie wersje bardzo przypadły mi do gustu, jednak w tej chwili wybrałabym wersję parterową z łazienką z toaletą na stałe… oraz z małą antresolą na szpargały nad łazienką i sypialnią. Czyli co? Będzie wariant numer trzy 🙂

Projekt Tiny House #3, czyli mój polski Tajni.a[cze]k nr 3 – soon!

Kolejny projekt będzie zdecydowanie inny pod kątem materiałów. Będzie światło i lekkość. Zapraszam niedługo!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *