Remont mieszkania w wielkiej płycie 2020 – cz.1

Remont mieszkania w wielkiej płycie 2020 – cz.1

Oto zapowiadany wpis o tym, jak zaplanować i przebrnąć przez remont mieszkania w wielkiej płycie w koronaroku 2020 oraz jakiego efektu należy się spodziewać po wydaniu z góry założonej kwoty.

Jak wiecie z poprzedniego artykułu nasz wybór padł na szwedzki sklep . Kto nie czytał teraz ma szansę nadrobić i dowiedzieć się za co kochamy Ikeę 😉 Dalej – postawiliśmy na funkcjonalność, schludność i jakość za rozsądną cenę. Oczywiście te kryteria dotyczyły również wyboru ekipy i materiałów budowlanych. Co z tego wyszło i za ile dowiecie się z lektury tego artykułu.

Streszczenie dla niecierpliwych

Założenia i Cel: Dostosowanie kuchni i łazienki do potrzeb Emeryta 60+, sztuk 1 (słownie: jedna). Zmniejszenie ilości szafek, ułatwienie dostępu do liczników, zamiana wanny na prysznic, położenie paneli i kilka innych drobiazgów.

Projekt kuchni Ikea her.architecture
Projekt kuchni z blatami dostępnymi „od ręki”, czyli L=246 cm (odpadł wykorzystano, jako blat stoliczka) i L=186 cm.

Projekt: wstyd trochę, ale powstawał na bieżąco i nieco na kolanie, ale dzięki temu decyzje były sprawnie podejmowane, wręcz intuicyjnie. Co się również udzieliło ekipie remontowej. Niestety…

Projekt kuchni Ikea her.architecture
Projekt kuchni zakładał zakupienie standardowych, łatwo dostępnych elementów z Ikei oraz, ze względu na brak szafek górnych, oświetlenie dekoracyjne LED ukryte za ścianką fartuszka z płytek (strzał w 10-kę!).

Budżet: przeznaczone 33.000,00 PLN, ale finalnie zamknęliśmy się w 35.000,00 PLN.

Materiały: końcówki serii renomowanych producentów oraz średnia i wyższa półka chemii budowlanej.

Wykonawca: dwóch zawiodło, zatem… do trzech razy sztuka. A właściwie do czterech. No tak, bo po trzecim strzale trzeba było poprawiać. Ten koszt doliczono i stąd 35.000,00 PLN

Czas: 3 miesiące, w tym: miesiąc przygotowań i 2 tygodnie poprawek.

Cienie i blaski: niech zdjęcia przemówią same za siebie…

Jest druga połowa lipca 2020. Przygnębiające wakacje z piętnem wirusa.

Dominika, czyli ja, wpada na pomysł prezentu dla Rodzicielki.

  • Mamo! Wolisz monety, czy remont kuchni?
  • Remont.
  • Niech się tak stanie!

Miarka poszła w ruch. Rach ciach i po inwentarce. Czas na projekt, a mam na to niecałe dwa tygodnie, bo dokładnie tyle byliśmy w Polsce. Fizycznie w samym Poznaniu byliśmy krócej.

Uczciwie należy powiedzieć, że choć nad kuchnią myślę już od 12 lat to jakoś daleko z tematem się nie posunęłam. Przerobiłam każdy układ: pojedynczy ciąg, podwójny, w „U” i „L” i nic mi się nie podobało. Drogą eliminacji odpadły wszystkie wersje, które należałoby zgłaszać spółdzielni, czyli np. przeniesienie grzejnika, albo jego całkowite usunięcie. I wtem!

  • Mamo! A może zrobimy również łazienkę?
  • Hmm…
  • I przedpokój. I mój stary pokój?
  • Jak już kuć…

No to teraz nie było odwrotu. Trzeba… zapytać męża, czy mogę wydać więcej niż początkowo zakładałam 😀 Nie było problemu. Wiadomo 😀 No, może nie wiadomo, ale WIADOMO! 😀

Założyłam nową tabelkę kosztorysową i zaczęłam liczyć. W tym miejscu, tj. na samiutkim początku bardzo ułatwia planowanie świadomość ile chcemy wydać. Pomaga również doświadczenie m.in. w przewidywaniu wydatków, ale rok 2020 rządził się swoimi prawami i w zasadzie największą niewiadomą był finalny koszt robocizny no i oczywiście dostępność materiałów zamawianych on-line. Może nawet nie tyle dostępność, a rzeczywista dostawa. W końcu nie było wiadomo kiedy i czy w ogóle granice pozostaną otwarte, a to akurat wiąże się ze sprowadzeniem np. płytek z Włoch etc. Warto też poświęcić czas na dokładne przeliczenie m2 ścian i podłóg z podziałem na rodzaj wykończenia (płytki, wykładzina, farba, tapeta etc.). W miarę postępów poszukiwań puste pola zaczęły zapełniać się kwotami.

Gdzie kupować?

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Kupowałam praktycznie wszędzie. W prestiżowych salonach z ceramiką (Cerstyl w Poznaniu), w składach budowlanych (chemia budowlana), w sklepach internetowych lazienkaplus.pl i tapetuj.pl. Jestem naprawdę bardzo zadowolona, a uprzedzając złośliwe pytania: nie – nie jest to artykuł sponsorowany!

Kluczem do zadowolenia jest znajomość marek. Przyznam się, że – o, zgrozo! – podoba mi się wszystko co drogie… Ale wiem też, że to co jest dobrej jakości kosztuje więcej. Dodatkowo, to co jest związane z wodą po prostu musi być solidne, bo ewentualna awaria będzie kosztować podwójnie, portfel i nerwy. Ale głównie portfel 🙂

Co wybrałam?

Do łazienki i toalety wybrałam Duravit, Hansgrohe, Grohe oraz Oltens i Invena. Do kuchni wiadomo, że Ikea, a konkretnie korpusy Metod z frontami Sävedal i uchwytami Nydala, blat Ekbacken matowy w jodełkę. Panele imitujące dąb od Egger’a, tapety Rasch i Holden, płytki gresowe Settecento i ścienne Opoczno oraz farby Dulux.

Realizacja łazienki z tapetą Holden Into the woods
Łazienka: płytki – Cerstyl, tapeta – tapety.pl, lustro – Castorama, ceramika i osprzęt – lazienka.plus.

Ile wydaliśmy?

Poniżej tabela z finalnym kosztem remontu:

Łazienka.plus4700
Płytki podłogowe i ścienne (łazienka i kuchnia)1620
Panele, podkład i taśma2540
Tapety i klej1040
Gruz370
Robocizna10200
Materiały3800
Meble kuchenne IKEA +AGD + montaż (zewnętrzny)6800
Oświetlenie dekoracyjne250
Szafki do łazienki, akcesoria (karnisze itp.)600
SUMA31920
Poprawki (robocizna i materiały)1300
Dodatkowe prace (robocizna i materiały)1500
SUMA34720

Jaki jest efekt?

Cóż… Całe nieszczęście polega na tym, że mieszkam za granicą. Musiałam podjąć decyzję, czy zostaję i ryzykuję, że zaskoczy mnie decyzja o zamknięciu granic, czy wracam. Po rodzinnej naradzie postanowiłam wrócić. I to był zły wybór. Najgorszy. Granic nie zamknięto, a ja nie mogłam dopilnować pracowników, przez co denerwowałam się podwójnie… Do rzeczy i w skrócie: na zdjęciach nie było dobrze, ale nie sądziłam, że aż tak źle. Po trzech miesiącach przyjechaliśmy na Święta i wtedy… krew mnie zalała. Naprawdę! Wzięłam telefon i zaczęłam szukać numeru do tego wafla, ale z nerwów zapomniałam, jak miał na imię… Z pomocą przyszła Mama i powiedziała:

  • Daj spokój…
  • …#@&%!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

W takich sytuacjach mam wbudowane dwie opcje: wrzask i bluzgi lub płacz. Mam też opcję premium: cisza i opanowanie. Ale wybrałam wyjątkową limitowaną edycję: śmiech. No co to był za śmiech! Znacie film „Joker” z Joaquin’em Phoenix’em? Ok, trochę przesadzam… A może nie… ;P Wszystko poza jednym było nie tak jak trzeba: wzory tapet i płytki były na swoich miejscach.

Jeszcze raz: jaki jest efekt?

Gdyby wszystko zostało wykonane poprawnie i estetycznie, to byłoby EXTRRRRA!!! Kocham te tapety! Kolor paneli! Kuchnia jest inna niż wszystkie! <- aktualnie następuje wymiana zielonych dodatków na biało-drewniane 🙂 Więcej opowiem w części drugiej.

A co poszło nie tak?

Hmm… Wymienię największe grzeszki budowlane, bo przecież na osobowość ludzką nie mam wpływu, ani nawet ochoty by ingerować…

Zacznijmy od złych wysokości, tj. takich, które są niezgodne z zasadami ergonomii i sztuką budowlaną. I ustaleniami. I prośbami, że w razie pytań najpierw instrukcja montażu i zalecenia producenta, a później telefon do mnie, na pewno znajdziemy rozwiązanie.

Miska ustępowa, a raczej górna krawędź deski powinna być na h=45 cm od podłogi. Telefonicznie przekazałam, że „około 45 cm”, co w słowniku oznacza +- 1-2 cm, prawda? A jest 50 cm. I co to oznacza? Dyndające nogi… Ja, przy wzrośnie 168 cm sięgam paluchami, a mama? A mama jest ode mnie 15 cm niższa… Te 45 cm to dla niej byłoby idealnie, żeby usiąść bez przysiadu i elegancko wstać. Obecnie, ze wstawaniem nie ma problemu, bo ciężko powiedzieć, że się w ogóle siada… Brak ergonomii = złe siku! Złe!!!


A! Jeszcze jedno! W toalecie są też magiczne drzwiczki rewizyjne. Zależało mi na tym, by mieć możliwość wglądu, co się dzieje z brodzikowym syfonem. Pan Fuszerka zadbał o to, żeby były to „drzwiczki donikąd”. Po ich otwarciu ukazują się bloczki będące obudową brodzika… Tadabumtzzz!

Błędy wykonawcze miska ustępowa za wysoko powieszona niechlujne i pobrudzone płytki fugą lub silikonem
Po lewej i w środku: miska ustępowa zamontowana o 5 cm za wysoko; po prawej: ubrudzone sylikonem płytki.

Baterię z termostatem prosiłam zamontować na wys. 90 cm od dna brodzika, jest na 100 cm, co poskutkowało ucięciem rury od deszczownicy, czyli utratą gwarancji. Prawdopodobnie w zamyśle wykonawcy byłaby ta bateria na 110 cm, ale przez finalną, wyższą „lokalizację” brodzika te 10 cm „uciekły”.

Bateria sztorcowa została zamontowana w taki sposób, że nie zakrywa fabrycznego otworu umywalki i woda przecieka prosto na rurę syfonu, a z kolei rozeta tego ostatniego nie maskuje wyrżniętej dziury w płytkach…

Błędy wykonawcze bateria źle zamontowana powstała szpara przecieka woda
Po lewej: widoczna szczelina; na środku: podświetlona od góry, a widoczna od dołu szpara, przez którą przedostaje się rozbryzgiwana podczas mycia woda; po prawej: wspomniana woda kapiąca na część syfonu + makabryczne niespasowanie rozety z dziurą w płytkach.

A propos płytek. A w zasadzie fug. Były skargi na kolor, że zbyt kontrastujący i widać nierówności między rzędami i kolumnami. To raz. Przyznam, że jak to usłyszałam to się złośliwie uśmiechnęłam pod nosem „acha!”. Ale to akurat przeszkadza najmniej, bo… Po drugie: źle zebrana fuga pozostanie z nami na zawsze, bo wolę nie ryzykować skrobania. No i jeszcze sylikon. O, matko! I córko! Miszcz! Powiedzieć, że za grubo, na odwal i niezgodnie ze sztuką to nic nie powiedzieć… Dodatkowo uraczona tym produktem została również szyba prysznicowa. W kilku miejscach. Takiego szczęścia nie uraczył jednak profil montażowy tejże szyby. A co! Niech się zbiera kamień w trudno dostępnych miejscach!

Ohydne sylikony sanitarne niechlujne błedy wykonawcze
Po lewej i prawej: łazienka, półeczka na kosmetyki w strefie prysznica; w środku: styk cokołu i obudowy brodzika;

Co by tu teraz wziąć na tapet…? O, właśnie! Tapety. Pijany niewidomy położyłby je lepiej… Bąble, zagniecenia, niedoklejki… Przypomniały mi się jeszcze przerażające słowa wykonawcy, coś w tylu „igiełką przebijemy” oraz strzykawka i klej. Być może w międzyczasie zemdlałam, bo za mocno trzepnęłam się łapskiem w czoło…

Błędy wykonawcze źle położone i rozdarte tapety na korytarzu i w sypialni
Po lewej: ubrudzona, rozerwana tapeta (ten sam motyw praktycznie przy każdym gniazdku i łączniku); w środku i po prawej: korytarz.
Błędy wykonawcze rozdarta tapeta w toalecie niewiadomego pochodzenia wybrzuszenie oraz niedokładne cięcia i niechlujne malowanie sufitu
Po lewej i w środku: toaleta – wybrzuszenie (skąd? co to?), które rozerwało tapetę + niewidoczne na tych ujęciach zabrudzenia od kleju; po prawej: łazienka – styk ściany z malowanym sufitem.

Hity budowlane, czyli żarty się skończyły, czas się śmiać 😉

Był hit! A w zasadzie trzy, ale po kolei. Hit #1:

Jak już roboty się zaczęły to temat zszedł na płyty ogniochronne, a pan rezolutnie stwierdził, że doradza klientom zabezpieczenie niektórych elementów styropianem… Tak, to był moment, kiedy wszystkie lampki alarmująco zaczęły migać, a syreny wyć…

Drodzy czytelnicy, styropian ma klasę E, co według klasyfikacji oznacza, że jest to materiał łatwozapalny (palny), silnie dymiący, a gdy już przestanie kapać – topić się – to nawet samogasnący. Ale! Jeśli wykorzystujemy go zgodnie z przeznaczaniem, czyli np. na elewacji to z reguły jest jeszcze tynk i cegła lub beton, co zapewnia lepszą ochronę. Jednak styropian nie jest odporny na ogień! I mówimy tu o ogniu, a nie o płomyku z zapalniczki przemieszczanym w ekspresowym tempie wzdłuż krawędzi, jak to można zobaczyć na YT. Dla zainteresowanych: niepalną, czyli mającą klasę A, termoizolacją jest np. wełna mineralna.

J-e-j-u!

Mniejsza z tym. Uspokoję, że nie zostawiłam tego tak bez komentarza. Choć nie jestem pewna, czy się przebiłam przez słowotok naszego pana Fuszerki. Po fali zażenowania i szybkim „Niech Pan takich rzeczy ludziom nie opowiada!”, następnie przyszedł smutek i zaraz po nim pojawiła się panika… Skoro mamy takiego fachowca, to czy aby na pewno hydroizolacja jest szczelna, bo patrząc na wklejane skrawki hydro-taśmy… OMG! Znów zaczynam się denerwować! Dodatkowo przypominam sobie, że na każde moje „proszę wykonać to/tamto zgodnie ze sztuką”, reakcją było „święte” oburzenie… A przecież taki zapis był nawet w umowie dostarczonej przez szefa ekipy. Cytuję: „(…)wykonawca zobowiązuje się wykonać pracę terminowo i bez usterek, zgodnie ze sztuką budowlaną, z zachowaniem wszelkich zasad i obowiązujących norm.”

Ech…

Dobra, pochlipałam sobie w kącie… Czas na hit #2

Pewnego dnia zostałam poinformowana, że tapetę ciężko będzie położyć prosto i dobrze, bo przy próbie oderwania odchodzi razem z gładzią. Eee…??? Dodam, że wielka płyta nie szczyci się nadmiernym otynkowaniem swoich elementów, stąd w celu wyrównania dość rażącego ziarna uzgodniliśmy, że gładź z wiaderka się przyda. No i ok… To kiedy dzieje się tak, jak zadziało się u nas? Ano wtedy, gdy np. tynk jest odparzony, luźny – a tego akurat nie miało prawa być, bo ponoć oczyszczono powierzchnię szpachelką – albo gdy się stosuje patent naszej cud-miód-ekipy! Dowiedziałam się, że wbrew zaleceniom producenta, czyli rozpuścić proch w wodzie w stosunku x:y i można zaczynać po 5 minutach (słownie: pięciu) panowie rozrabiali produkt i… fajrant! Zostawiali klej na popołudnie, wieczór i noc, by lepiej wiązał! Noo… to ja się teraz dziwię się, że po takim „zabiegu” odrywana tapeta nie odchodziła z fragmentami betonu wraz ze zbrojeniem! 😀 I zanim zaczniecie mi tu pisać, że to prawda, że tak można, to informuję, że czasy PRL minęły, że gładź wysycha po paru godzinach, a już na pewno przez noc przy otwartych oknach, i że jeśli chcecie być uznawani za profesjonalistów (i tak się czuć), to stosujcie się do instrukcji dołączonej do produktu i nie będzie wtopy! Swoją drogą, mam nadzieję, że przed kładzeniem tapet zachowana była przerwa technologiczna po gładzi, albo chociaż przyłożyli dłoń do ściany, czy jest sucha…

Niechlujne postrzępione karwędzie tapety błędy wykonawcze
Sypialnia, a dokładniej narożniki, w których stykała się gładka i wzorzysta tapeta.

Hit #3 wiąże się i z moją działalnością, bowiem…

Podczas projektowania naniosłam jedynie gniazdka w kuchni, gdyż te „ruszaliśmy”. Uznałam, że tak będzie czytelniej i takie wizualizacje i rysunki puściłam w świat. Poinformowałam pana wykonawcę, że nie ruszamy w zasadzie nigdzie elektryki, poza tymi 2-ma gniazdkami w kuchni w pasie fartucha oraz dodajemy jedno podwójne do płyty i piekarnika. No i git. Po zakończeniu prac…och, co to był za finał! Mama weszła do pustego mieszkania i zdziwił ją widok stojącej w pokoiku pralki. Co się okazało? Ponieważ na wizualizacji łazienki nie było gniazdka, pan je zagipsował. Nie ma. Hmm… Patrząc obiektywnie na wszystkie wizualizacje, to faktycznie, oprócz kuchni nigdzie nie ma ani jednego gniazdka! Ani lampy! Drzwi również… Dziwnym trafem tych akurat nie usunięto… Przyznajcie, że mieli panowie poczucie humoru 🙂

Swoją drogą, jak już pan zabrał się za to gniazdko, to czy naprawdę nie zdziwiło go, że chcemy się go „pozbyć”? Przecież kilka ruchów trzeba wykonać, żeby je zalepić… I nadal nic? Zero przemyśleń? Nic. Zero. Null.

Jeszcze mogłabym się żalić, że układ paneli jest nie taki jak trzeba. Musicie wiedzieć, że móżdżyłam nad nim parę dni. Wiecie, żeby było zgodnie z wytycznymi… Zupełnie bez sensu traciłam czas! Panowie przyszli, zrobili… I jest jak jest… Mogłabym napisać, że na korytarzu słychać skrzypienie i piasek, ale w końcu to stara i krzywa posadzka, nie równana wylewką, to co się będę czepiać. No to już nie będę. Dość tych gorzkich żali! Ostatnia fota i kończymy.

Błedy wykonawcze przy kładzeniu paneli niezgodne z wytycznymi i projektem pozostawienie śladów mareka
Precyzja docinania i znajomość wytycznych producenta paneli – FAIL!

Możecie teraz zapytać, czy coś z tym zrobiłam. Czy dochodziłam swoich praw? Mogłam i nawet chciałam. Miałam olbrzymią złość w sobie, że moje prośby i zalecenia były po prostu olewane. MOJE ZALECENIA! ZALECENIA ARCHITEKTA! Ta złość naprawdę chciała wystrzelić prosto w nos panu Fuszerce! Przepraszam, że się unoszę 🙂 Z perspektywy czasu to nawet dość śmieszne 😉 Wiedziałam też, że w przypadku oporu, a takiego mogłam się spodziewać, prawdopodobnie będzie sąd, bo nie liczyłam na polubowne rozwiązanie. Swoją drogą nie martwiło mnie to, bo błędy są rażące…

źródło: Unsplash

Nasuwa się też pytanie: po co? Na pewno nie dla satysfakcji, że mam rację i „ja wam teraz pokażę, wy źli, niedobrzy!”. Mam za swoje 🙁 Nie przypilnowałam ekipy. Zostawiłam na miejscu Mamę, która się nie zna na wykończeniówce i ma już tyle lat, że macha ręką na większość niedogodności (co swoją drogą mnie trochę przeraża!). Dla niej ważniejszy jest spokój, niż przepychanki z bezwłosym panem Fuszerką.

Wniosek

Ten wpis jest ku przestrodze. Pokazuje co się może stać, gdy staramy się być „kumplem”, zamiast „złym gliną” 😉 Więcej! Jest dowodem na to, że sam projekt, rozmowy i prośby mogą nie wystarczyć. Przesłanie moje jest takie:
Jeśli nie macie czasu na dopilnowanie ekipy, zlećcie to osobie, która zrobi to za was. Jeśli macie czas, patrzcie robotnikom na ręce. Po prostu trzeba i koniec!

Radość! źródło: Unsplash

PS 1: mimo świadomości, że udzielono nam 2 letniej gwarancji (co swoją drogą po tych licznych perypetiach odbieram jako szyderczy żart), to ta hydroizolacja jednak nie daje mi spokoju…

PS 2: Ze względu na zastraszenie poprzedniego klienta nie podam do publicznej wiadomości nazwy firmy. Nie ze strachu o siebie, ale o Mamę, która wyraźnie to zaznaczyła. Ale… zainteresowanych szczegółami proszę o łapanie mnie na IG lub FB.



2 thoughts on “Remont mieszkania w wielkiej płycie 2020 – cz.1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *