Przepis na chleb drożdżowy

Przepis na chleb drożdżowy

Podczas przymusowego siedzenia w domu znalazłam całkiem prosty przepis na chleb drożdżowy od Stonechef i dość szybko okazał się być procykowym hitem. Musiałam nieco pozmieniać proporcje i metodologię, bo jednak nie mam miksera, wszystko muszę wyrabiać ręcznie i tak mi było po prostu łatwiej.

Składniki

Składniki na chleby zwykły, ze słonecznikiem, z rodzynkami
W zależności od upodobań można mąkę wzbogacić dodatkami, np. ziarnami słonecznika, rodzynkami, żurawiną…
  • 650-700 g mąki pszennej (czasem mieszam typy lub dodaję otręby),
  • 250-500 ml ciepłej wody,
  • 42 g świeżych drożdży ogrzanych do temperatury pokojowej (takie tu mamy kosteczki po prostu),
  • 1 łyżka soli (wg preferencji),
  • 1 płaska łyżka cukru,
  • garść ziaren słonecznika lub pół garści czarnuszki, rodzynki… (opcjonalnie);

Sprzęt

Waga kuchenna (taka z jednym miejscem po przecinku :P),
Miska o średnicy 28 cm i wys. 13 cm (Blanda Blank, Ikea :P),
Blacha po pieczenia (jaką masz w piekarniku, ja mam 38,5 x 46,5 cm po krawędziach zewnętrznych, ale nie ma to większego znaczenia),
Pojemnik z miarką do odmierzania wody,
Keksówka do wrzątku (wstawiamy do piekarnika),
Łyżka stołowa,
Papier do pieczenia (czasem używam dwukrotnie, bo jestem oszczędna 😀 😉 ),
Piekarnik też się przyda 🙂 nie musi być termoobiegu, ale może skrócić czas oczekiwania na rumianą skórkę, osobiście używam, bo jest szybciej;

Przepis

Przesiewam mąkę do miski postawionej na wytarowanej wadze kuchennej.

W pojemniczku od blendera odmierzam 250 ml ciepłej wody i rozpuszczam płaską łyżkę cukru i łyżkę mąki (z miski). Do mieszanki wrzucam drożdże i mieszam tak długo aż się rozpuszczą. Czyli jakieś pół minuty 🙂 Odstawiam na ok 10 min (czasem krócej :P). W międzyczasie okazuje się, czy mam smakową fanaberię i dorzucam ziarna słonecznika, rodzynki (bez cukru!) lub/i otręby do mąki i mieszam.

Gdy rozczyn ładnie rośnie i grozi wykipieniem przelewam go do mąki.

Zaczynam mieszać ciasto. Teraz uwaga. Z wodą jest tak, że trzeba dolewać ją z wyczuciem. Ja robię tak, że uzupełniam pojemniczek po rozczynie kolejnymi 250 ml ciepłej wody i stopniowo dolewam obserwując konsystencję ciasta. Z proporcji Stonechefa powinnam dolać dodatkowo 290-380 ml, ale to jest zdecydowanie za dużo, bo później ciasto się klei za mocno i trzeba zbyt dużo mąki dosypywać by uformować kule. Zatem w moim przypadku dolewam w sumie max 500 ml wody i jest cacy.

Pożądana konsystencja ciasta to dość kleista, bardzo elastyczna masa, płynnością przypominająca ciasto na pączki. W sumie fota od Stonechefa to obrazuje.

Im dłużej będziesz mieszać (mikserem lub ręcznie) ciasto na pewno będzie miało lepszą miąższość po upieczeniu. Ja zazwyczaj poświęcam na tę czynność 10-15 min.

Pozostawiamy ciasto na kilka godzin do wyrośnięcia najlepiej pod czystą ściereczką (może być wilgotna), a nie pod żadną folią. Miejsce też nie jest przypadkowe. Ma być ciepło i nieruchomo 🙂 I nie niepokojone naprawdę rośnie! Rośnie aż po brzegi miski! Gdy już jest po brzegi, ale nie chcesz jeszcze piec, możesz nieco upuścić powietrza z masy, potrząsając nieco miską, ciasto wyrośnie po raz drugi. Sprawdziłam. Możesz też, za radą Stonechef’a, wstawić ciasto do lodówki. Od razu mówię, że tylko raz tak zrobiłam i wcale nie odczułam różnicy w smaku, że dojrzalsze jest lepsze. Ale może mam za mało wyrobione podniebienie 🙂 Lub… chlebek za szybko znika, żeby był czas się nad tym zastanawiać! 😀

Nagrzewam piekarnik do ok 200 st. C z termoobiegiem (to jak 220 góra dół) i zagotowuję wodę w czajniku. Tak, już nagrzewam, wyrabiam i wstawiam. Nie czekam kolejnych 40 min.

Na blasze rozwijam papier do pieczenia i bardzo skąpo, ale jednak, oprószam mąką. Zdejmuję szmatkę i czasem… puff… przebijam ciasto. Momentalnie kurczy się, jak wystraszony ślimak. Sorrki, może mało apetyczne porównanie, ale tak mi się zawsze kojarzy 😀

Oprószam mąką czysty (!) blat i delikatnie „wylewam” ciasto na stół. Istotne jest to, żeby nie ubabrać wszystkiego dookoła klejącą breją, więc niech ta mąka tworzy spory owal.

Wyrabianie ciasta

Nie ma tu absolutnie żadnej filozofii. Macie przed sobą dość lejącą się kulę, którą zaczynacie łyżką (lub dłonią) zagarniać od brzegów do środka. Bądźcie na tyle delikatni, żeby nie upuścić za dużo powietrza, ale też na tyle stanowczy, żeby ta czynność miała sens. Powtarzacie ten ruch, aż zagarniecie cały owal (krawędzie) „do środka”. Ciasto oczywiście się sprzeciwia i chce się rozlewać nadal, ale bądźcie konkretni. Po… minucie przerzucam sobie ciasto do góry nogami i… decyduję się ile chcę mieć bochenków. Im więcej tym więcej chrupiącej skórki. Zatem dość często wychodzą mi 4 części. Można użyć noża do krojenia ciasta, choć ja używam po prostu dłoni. Obserwujcie piekarnik czy już czas na wstawienie chlebków i keksówki z wrzątkiem (by parował podczas pieczenia).

Teraz czynności końcowe. Każdą część ciasta teraz należy delikatnie wyrobić już w dłoniach. W sensie, że w powietrzu. Robię dokładnie to samo co na stole, ale tym razem brzegi paluszkami zagarniam pod spód, tak by uformować ładną kulkę. Nie przejmujcie się, że od spodu będą nierówno pozlepiane, podczas pieczenia wszystko się wygładzi. No, może jakieś zagniecenia zostaną, ale kto na to zwróci uwagę? Nikt!

Tak formując bochenki połóż je delikatnie na papierze do pieczenia. Powtórz czynność tyle razy, ile masz bochenków. Na koniec możesz posypać wierzch mąką i naciąć wierzch ostrym nożem lub nożyczkami (ja mam takie przeznaczone wyłącznie do kuchni). Zamiast mąki można też wierzch posmarować oliwą lub roztrzepanym żółtkiem jajka. Tego ostatniego nie lubię, bo zostawia tłusty film na skórce. Niektórzy posypują też bochenki sezamem lub innymi małymi ziarnami. Jednak ewidentnie muszę robić coś nie tak, bo większość podczas pieczenia odkleja się i spada na papier, przez co uważam ten zabieg za bezsensowny 😀

Pieczenie i podanie

Chleby na drożdzach po upieczeniu
Samczego!

Chlebki piekę ok 40 min, obserwując wyrastanie i skórkę. Niektórzy przytrzymują pieczywo nieco dłużej, na skraj brązowienia. Kwestia gustu, ja wolę na złoto 😀 Voilà! Smacznego!

Zachęcam do eksperymentowania ze smakami. Mnie się jeszcze widzi chlebek z suszoną śliwką i morelą. Bez dodatku cukru… Omnomnom!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *