Czy „oddychająca ściana” to mit?

Czy „oddychająca ściana” to mit?

Ten wpis będzie inny. Trochę z przymrużeniem oka. Mam nadzieję, że bardziej wytrwałe osoby dobrną do końca i może zechcą podyskutować, czy „oddychająca ściana” to mit, a może hit? 🙂

Odrobina teorii – czym jest dyfuzja pary wodnej

Ponieważ tytuł porusza zagadnienie z fizyki budowli, należałoby wyjaśnić czym w ogóle jest dyfuzja pary wodnej. Mądrą i fachową definicję najszybciej znajdziecie w internetach.

Po mojemu wygląda to mniej więcej tak. Cząsteczki pary wodnej chcą wyrównać swoje stężenie. Dążą do równowagi. W naszym przypadku, proces jest „utrudniony” przez strukturę ściany, która może stawiać większy lub mniejszy opór. Tym co wywołuje ruch cząsteczek jest różnica ciśnień po obu stronach przegrody. To z kolei jest zależne od temperatury. Generalnie ruch odbywa się od ciśnienia wyższego do niższego, a im większa różnica tych ciśnień tym proces jest intensywniejszy. I to jest fakt.

Jednak czy jest to zjawisko, które powinno spędzać nam sen z powiek?
Odpowiedź brzmi: nie.

Osoby, które twierdzą, że nadmiar pary wodnej – skumulowanej w mieszkaniu podczas gotowania, mycia, oddychania (również roślin!) – jest usuwany przez, jak to mówią „oddychającą ścianę”, są w błędzie. Jedynie wentylacja, nawet słaba (zdefiniowana w poniżej cytowanym przeze mnie artykule), jest w tym procesie nieporównywalnie bardziej skuteczna.
Temat wentylacji jest arcyważny i na pewno kiedyś jeszcze o nim napiszę. Podobnie jak wszelkie nieszczelności wykonawcze i mostki termiczne – a ponieważ dotyczą przegród, dygresja ma sens 🙂 Tymczasem zastanówcie się sami, jak się zmienił klimat w Waszych domach po wymianie okien na szczelne. O ile są tu w ogóle takie dinozaury, które jeszcze pamiętają te czasy 😀 Dowody przedstawili badacze z ITB w artykule, napisanym tak klarownie, że nawet laik zrozumie w czym rzecz. Najważniejszy fragment poniżej.

Czy ściana oddycha? Badania i wnioski

W tym akapicie skupię się przede wszystkim na wnioskach, ale gorąco polecam zapoznać się z całością.
Artykuł A. Bobociński / J. A. Pogorzelski pt.: „Ściany nie oddychają!”, punkt 4. „Wnioski”, [PITB, kwartalnik nr 2 (118), 2001, str. 77-84]:
„(…)
Strumień pary wodnej przepływający przez ściany zewnętrzne z cegły pełnej* stanowi od 0,5 do niespełna 3% całego strumienia pary wodnej usuwanej z mieszkania – zróżnicowanie zależy od sprawności wentylacji (głównie) i emisji wilgoci w pomieszczeniu, a w mniejszym stopniu od rodzaju izolacji termicznej ścian oraz zawartości pary wodnej w powietrzu zewnętrznym.

Ściany zewnętrzne nie są zatem w stanie nawet częściowo zastąpić wentylacji w funkcji usuwania pary wodnej z pomieszczeń, gdyż zyski eksploatacyjne pary wodnej są wielokrotnie większe od tej ilości, która w warunkach rzeczywistych może przepłynąć dyfuzyjnie przez ściany zewnętrze mieszkania, nawet gdyby zrezygnować z ocieplenia ich styropianem w celu niezwiększania ich oporu dyfuzyjnego. Nie znajduje zatem uzasadnienia podejmowanie specjalnych zabiegów prowadzących do zapewnienia ścianom zewnętrznym jak największej paroprzepuszczalności, zwłaszcza „zrzucanie winy” za nadmierną wilgotność w pomieszczeniach na ściany zewnętrzne, jako „nie oddychające”, na przykład na skutek ocieplenia ich styropianem. Wyniki obliczeń nie upoważniają zwłaszcza do formułowania specjalnych zaleceń odnoście do projektowania lub termomodernizacji budynków mieszkalnych – ukierunkowanych na zapewnienie minimalnego oporu dyfuzyjnego warstw ściany zewnętrznej i/lub ocieplenia.”

* w tym samym artykule zaznaczono, że wykonanie analogicznych obliczeń w przypadku innych materiałów, jak pustaki, beton komórkowy, nie jest zasadne, bo ściany z tych materiałów mają zbliżone opory dyfuzyjne.

To co? Pomijamy dyfuzję?

Ależ nie! Dyfuzja jest ważna i jej poprawny przebieg jest istotny dla samej przegrody, ale pod nieco innym kątem. Zobaczcie:

Materiał, z którego buduje deweloper jest kupowany w sporych ilościach. Czy bierze go z jednego miejsca nie zawsze jest wiadome, ale można założyć, że z „zaprzyjaźnionej” hurtowni. Z kolei hurtownia składa zamówienia na jeszcze większe ilości i kupuje bezpośrednio od producenta. A producent nie ma czasu na ceregiele. Produkt „schodzi z taśmy” po przejściu kontroli jakości (miejmy nadzieję) pakuje się go na palety i wiooo do sklepu. Kiedy ten materiał ma odparować? Pod folią będzie mu szło znacznie wolniej…

Murujemy na zaprawę, w której jest woda. Znów wilgoć i znów potrzebny jest czas na odparowanie. Ile go mamy? Bywa różnie. Przy sprzyjających warunkach (słońce i lekki wiaterek) mury ładnie zaczynają schnąć. Ale spadnie deszcz i… jest gorzej niż pod folią. A jeszcze trzeba położyć termoizolację! I lepiej, żeby się nie utleniła w pełnym słońcu (stąd np. siatki ochronne). Już pewnie wiecie do czego dążę?

Dyfuzja jest potrzebna, żeby przegroda umiała sobie radzić z własną „pierwotną” wilgocią, z deszczem, mrozem, śniegiem oraz tymi paroma % z wnętrza. Z resztą, programy do analizy cieplno-wilgotnościowej mają tą całą wiedzę w sobie i wystarczy dobrze wszystko poukładać, wcisnąć guzik i jest wynik: przegroda dobrze zaprojektowana (pleśni nie będzie), brak powierzchni stykowych, na których wystąpiła kondensacja. Może się zdarzyć, że będzie taki styk, ale w zależności od ilości kondensatu może on w sezonie ciepłym naturalnie wyparować i po problemie.

Oddychająca ściana – źródła (dez)informacji

No właśnie!? Czy zwolennicy „oddychającej ściany” celowo wprowadzają ludzi w błąd? Myślę, że zdecydowana większość nie robi tego umyślnie, jedynie bezrefleksyjnie powtarza co usłyszała lub przeczytała. Jednak aby to wyjaśnić powinniśmy zrozumieć pewien mechanizm i wrócić do źródła. Ale źródła naukowego, a nie źródła marketingowego. Nie spiskujmy czy naukowcy są sponsorowani, a broszurki zawierają półprawdę. W obu przypadkach można przytaknąć, z zastrzeżeniem, że jest to mniejszość, która nieco psuje obraz. I opinię. Odrzućmy na moment zgryzotę i skupmy się na rzeczach ważnych i prawdziwych. Przychodzi mi na myśl taka piramida:

dominika-blonko-procyk-herarchitecture-zrodlo-informacji-piramida
Moje „piramidalne” wyobrażenie przepływu informacji. Celowo użyłam tego kształtu. Stosunkowo niewielka liczba ludzi zajmuje się teorią i badaniami, za to największa, która jest przecież najważniejsza, bo docelowa, gubi się w przekazach.

Z rysunku wynika, że znalazłam cztery źródła, które mimo pewnej hierarchii w życiu przenikają się dość płynnie i niestety mieszają w eterze.

Nauka

Nie chcę przesadnie filozofować, bo nie mam kompetencji, ale chyba zgodzimy się, że generalnie nauka jest po to, żeby wyjaśniać zjawiska, których jeszcze nie rozumiemy. Musi zadawać pytania, szukać odpowiedzi, sprawdzać, poprawiać… po prostu badać i formułować wnioski. A później przekazywać je innym naukowcom, studentom. Dyskutować, rozwijać temat itd, itd.

Można też powiedzieć, że prędzej, czy później wiedza (technologia) jest oddawana ludziom we władanie. Śmiesznie to brzmi, jak jakiś Prometeusz, co oddał ludziom ogień… Mniejsza z tym 🙂 Źródłem wiedzy są głównie podręczniki, czasopisma naukowe i branżowe, wykłady, audycje. A ich autorów śmiało można nazwać autorytetami.

W dobie Internetu mamy jeszcze blogi (lol), kanały na YT, itp. Ponieważ ich jakość bywa różna, nie odważę się podciągnąć ich pod miano autorytetów. Zatem wszystko jest w zasięgu ręki i to prawie za darmo, więc dlaczego nie korzystamy? Z lenistwa. Przeczytamy pierwszy artykuł wyszukany w google i wiemy już wszystko … C’nie? 😉

Producent

Gotowe materiały budowlane są ładowane na palety, ofoliowane i wysyłane do klienta (źródło: Unsplash)

Dlaczego postawiłam producenta wyżej niż projektanta? Uznałam, że pominę pracę badawczą i skupię się na realiach życia projektowego, czyli, że w 99% przypadkach do projektów używa się już istniejących materiałów. Ten 1% jest znacznie bardziej fascynujący, jednak rzadko który inwestor godzi się być królikiem doświadczalnym. Wróćmy do sedna. Producent – ważny trybik w gospodarce. Daje pracę setkom ludzi. Dostawca materiałów i gotowych rozwiązań. Odnosi sukces, gdy sprzedaż rośnie.

Przykład:
Mamy dwa materiały izolacyjne firmy A i firmy B. Jednak produkt A jest nieco droższy od B. Jak wiadomo cena czyni cuda, więc co robić? To proste, marketingowiec firmy A znajdzie cechę, która różni oba produkty i na jej bazie oprze całą kampanię. Przecież nie strzeli sobie w stopę, mówiąc: „Eee, no… nie różnimy się diametralnie od B, jednak jesteśmy drożsi, ale kupujcie u nas, bo firma upadnie.” Rozumiecie, o co mi chodzi?

Nie znaczy to wcale, że A jest złym produktem! Nic z tych rzeczy! Jest po prostu droższy, bo np. technologia jest droższa, tyle. Chodzi o otoczkę. Celowo pomija się fakt ceny, ale też porównywalnych parametrów technicznych, na rzecz aktualnych trendów społecznych. Serio, tak jest! Jest jeszcze coś – po jakimś czasie ceny się wyrównują, bo konkurencja rośnie. Ale „legenda” poszła w świat i jeszcze trochę tam pohula.

Czy to źle? Tak. W moim mniemaniu to jest złe, bo manipulacja ludźmi, którzy nie mają wiedzy – często nie z własnej winy – jest wredna. O wiele lepszym rozwiązaniem, byłoby wskazanie w jakim konkretnym przypadku produkt A sprawdza się lepiej, szybciej wykorzystując właśnie atut dyfuzyjności! Tu zachęcam do przeczytania innego artykułu ww. badaczy odnośnie wysychania ściany zewnętrznej zaraz po wybudowaniu. Klapki z oczu spadają 🙂 Klient świadomy, świadomie kupi.

W zasadzie, na miejscu producenta A, poszerzyłabym ofertę o coś związanego z wentylacją, a miliony monet z tej inwestycji płynęłyby strumieniem. Nie ma za co, drogi producencie A 🙂 Pamiętajmy, że wszystkie wyroby budowlane dopuszczone do obrotu muszą spełniać wymogi prawne, wliczając w to wszelkie atesty, certyfikaty etc.

Projektant

Wnętrze pracowni projektowej (źródło: Jonathan Farber, Unsplash)

Architekt to człek po studiach. Polskie prawo wymaga, aby projektant, którego projekt ma być zrealizowany, musi posiadać uprawnienia i dysponować aktualnym zaświadczeniem z Izby. Żeby uzyskać uprawnienia trzeba zdać egzamin państwowy, weryfikujący wiedzę teoretyczną i praktyczną. Później trzeba się zapisać do odpowiedniej Izby, płacić składki i wtedy mamy 100% legalnego projektanta. Z tym nikt nie dyskutuje. Aa! Nie wymieniam konstruktorów i projektantów instalacji. Jednak „mam ich w domyśle”, jako zespół projektowy, kierowany, bądź co bądź, przez architekta. Wymogi prawne są identyczne.

Architekt to również poszukiwacz, wizjoner i artysta. Nie zapominajmy, że również inżynier. Jeszcze trochę lukru. Jest to zawód interdyscyplinarny, naprawdę niełatwy i wymagający ciągłego dokształcania. Ciągłego! Więc, jeśli któryś twierdzi, że wie wszystko, to jest buc i należy od niego uciekać. Współpraca z takim będzie układać się ciężko. Uwaga w zasadzie bardzo uniwersalna, bo dotyczy wszystkich branż.

A tak na serio to obie strony muszą się szanować, wysłuchać i dyskutować. Inwestor ma prawo dzielić się wątpliwościami, a architekt ma obowiązek wyjaśnić skąd takie a nie inne rozwiązanie. Swoją drogą muszę stworzyć taki wpis „przykazania architekta” i przypominać sobie regularnie jego punkty, bo w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…

Wykonawca

„Będzie pan zadowolony” 🙂 (źródło: Unsplash)

„Jak się nauczył, tak będzie robił.” Kto pamięta czasy, gdy wręcz ze świecą szukało się fachowców-pasjonatów, którzy naprawdę znali się na rzeczy? Yyy… Heloł?! Te czasy nie minęły! Większość wykwalifikowanych osób wyjechała za granicę przeszło dekadę temu. Za piniądzem głównie.

Cóż, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Tylko dlaczego, ci co zostali uparcie twierdzą, że „architekt to idiota, przecież to się robi inaczej!”? Pomijam niechlubny fakt, że gdy widzą, że architektem jest … baba – przepraszam za kolokwializm – to w ogóle idź pan w… pyry.

Trudno, trzeba sobie radzić. A jak? Jedynie na argumenty i jeszcze w odpowiedni sposób wypowiedziane. Jak już zyskasz jako-taki „szacun”, to możesz pokusić się o dyskusję. I wtedy jest szansa na bardzo owocną współpracę. Tak, współpracę. Przecież uczymy się od siebie nawzajem. Coś co na papierze wyglądało OK, w realu może być wręcz niewykonalne. Wspólnie wykombinujecie, jak to zrobić najprościej by działało. To jest też dobry moment, by u wykonawcy rozwiać ewentualne wątpliwości, czy w istocie ściana oddycha 🙂

Pamiętajmy też, że w trakcie realizacji projektu zmienia się częstotliwość kontaktu inwestor-architekt na rzecz inwestor-wykonawca i tu też często powstają buble. Albo panika, „Bosh, Janusz! Nasza ściana nie oddycha, umrzemy!” 😀 Takie obawy z reguły wynikają z dość prozaicznego powodu. Ktoś nie zapytał, ktoś nie wytłumaczył, ktoś nie ma wyobraźni przestrzennej, wizka nie wystarczyła, a kto teraz za to zapłaci?

(Nie)oddychająca ściana – co robić?

Co robić skoro już wiemy, że „oddychająca ściana” to mit, a w zasadzie bardziej chwyt marketingowy? Chyba po prostu: casting 🙂 Kierujcie się subiektywnymi przesłankami, w końcu to Wy macie być zadowoleni 🙂 np.:

  • Jestem eko-świrem, kieruję się takimi zasadami, wybiorę zatem to i to.
  • Mój wykonawca jest świetny i najlepiej pracuje mu się na tym i na tym, wybieram pod niego.
  • W pobliskiej hurtowni mają akurat promocję na to i na to, kupuję co mają.
  • Mój architekt zasugerował skorzystać z pobliskiego tartaku, cegielni, cementowni, czy betoniarni i pod ten materiał zaprojektuje mi dom.
  • Nie spieszy mi się, buduję bez kredytu, przerwy technologiczne pokryją się z przerwami gotówki 😀
Trzy (mądre) małpy, których znaczenie w kulturze zachodniej, w przeciwieństwie do japońskiej, symbolizuje jakoby przyzwolenie do zła. Jakby nie interpretować tych znaków, pamiętajmy proszę, żeby zawsze wysłuchać obu stron i samemu wyciągnąć wnioski (źródło: Joao Tzanno, Unsplash).

Apel do czytelnika

Celem tego wpisu nie jest utyskiwanie, lecz prośba o zdrowy rozsądek. Rynek jest pełen dobrych rozwiązań, technologii i materiałów.

Pamiętaj, proszę, to ty będziesz mieszkać w tym domu, a nie twój projektant, wykonawca, teść, czy tajemniczy użytkownik z forum!
Kluczem do sukcesu są przede wszystkim:

  • dobra wentylacja,
  • atestowane wyroby budowlane,
  • spełnienie wymogów przepisów technicznych (w tym izolacja termiczna, akustyczna, p/poż),
  • zlecenie wykonania obliczeń cieplno-wilgotnociowych (na etapie projektu budowlanego i tak muszą być wykonane, ale przypomnij o tym projektantowi i poproś o ich omówienie),
  • określenie własnych potrzeb i budżetu…
  • … i znalezienie dobrego architekta, który to wszystko połączy.

Haha! Wiedzieliście, że to napiszę, prawda?



2 thoughts on “Czy „oddychająca ściana” to mit?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *